Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EURO 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EURO 2012. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 czerwca 2012

Gorycz Rosjan po porażce

Porażka z Grekami wywołała na rosyjskojęzycznych stronach internetowych wrzawę. Rosyjscy piłkarze podobnie jak i polscy nie zakwalifikowali się do kolejnej fazy Euro, co w obydwu krajach wywołało falę goryczy. Oto przegląd ciekawszych, rosyjskich demotywatorów, w których oczywiście nie mogło zabraknąć politycznych aluzji.

Po turnieju najbardziej dostało się Andriejowi Arszawinowi. Szydzono z reklamy chipsów, która jest masowo emitowana w czasie turnieju. Zdjęcie na którym triumfalnie podnosi paczkę opatrzono sarkastycznym komentarzem  „nagroda pocieszenia reprezentacji Rosji”. Inne na którym radośnie prezentuje chipsy zestawiono z fotką rosyjskiego hokeisty cieszącego się z pucharu i skomentowano „każdemu swoje”. Z kolei zdjęcie na którym uchwycono mało inteligentną minę Arszawina podpisano ostrym: „on już siebie widzi w Dumie i ty go popierasz baranie!”.

Polityczne zaangażowanie części piłkarzy nie mogło ujść uwadze autorów demotywatorów. Podobnie jak wielu innych rosyjskich celebrytów Arszawin, Pawluczenko i Akinfiejew wystąpili w kilkunastosekundowych spotach, gdzie mówili dlaczego zagłosują na Putina. Stąd demot o wizji parlamentarnej kariery. Jednak lepszym zdaje się być zestawienie zdjęcia greckiego piłkarza Karagounisa, który zdobył zwycięskiego gola w meczu Rosjan z Grekami, z kadrami ze wspomnianych spotów. Podpisano to krótkim i zwięzłym: „Karagounis nie głosował, Karagounis trenował”.

Nie mogło zabraknąć też głosu nadziei. Pojawiło się  zdjęcie Władimira Czurowa, przewodniczącego Centralnej Komisji Wyborczej oskarżanego „przez ulicę” o fałszerstwa wyborcze. Fotka ta opatrzona była sarkastycznym komentarzem „Natychmiast oddelegować go do liczenia punktów w grupie”.

czwartek, 14 czerwca 2012

Paweł Zalewski o 12 czerwca: Można inaczej!

Z bólem w sercu spoglądałem na to, co wydarzyło się na ulicach Warszawy 12 czerwca. Część naszych rodaków na spółkę z grupą rosyjskich zapaleńców, wystawili Polsce najgorsze świadectwo. A przecież można było inaczej.

O zdanie w tej sprawie spytałem europosła Pawła Zalewskiego (Europejska Partia Ludowa), postać szczególną, bo szczególnie zainteresowaną relacja mi Polski z jej wschodnimi sąsiadami. Nie tak dawno temu, wraz z Kołem Naukowym "Ars Politica" przyłączyliśmy się do akcji "Przybij piątkę Ukrainie", którą Paweł Zalewski zaproponował studentom z Warszawy. Na czas EURO 2012 zorganizował kolejną: "EUROpejski Kibic - ЕВРОпейский болельщик". Zebrał kilkudziesięciu wolontariuszy, którzy do 1 lipca będą pomagać gościom ze wschodu odnaleźć się w Warszawie. Od początku EURO w całym mieście można spotkać młodych ludzi w żółtych koszulkach z napisem: "Jak mogę Ci pomóc?" w języku rosyjskim. To postawa skrajnie odmienna od zachowania polskich kiboli, i z pewnością godna naśladowania.

Europoseł Paweł Zalewski zorganizował grupę kilkudziesięciu wolontariuszy, którzy podczas mistrzostw pomagają gościom zza wschodniej granicy odnaleźć się w Warszawie.






Jak interpretować zachowanie kibiców w trakcie i po meczy Polska-Rosja? Czy faktycznie było groźnie, czy może media przejaskrawiły całą sprawę?

W mojej ocenie problem został wykreowany i media zaczęły ten przemarsz rosyjskich kibiców przez Warszawę wyolbrzymiać. Wmówiono niektórym ludziom, że będzie miał on prowokacyjny charakter, że jest wymierzony w Polskę i Polaków. To doprowadziło do eskalacji napięcia. Niejako przy okazji stworzono pretekst dla chuliganów, aby „zmobilizować się na Rosjan”, nie dać się. Wszystko to razem było irracjonalne. Zresztą sam byłem przedwczoraj na dworcu Warszawa Powiśle. Zaprosiłem też wszystkich moich współpracowników. Czy myślicie, że narażałbym ich na jakiekolwiek nieprzyjemności? Na własne oczy widziałem Rosjan, którzy tam się zgromadzili. Na moim profilu na FB zamieściłem też film pokazujący przemarsz Rosjan. Jeden z nich nawet bezbłędnie wytypował remis, zapewne nie przewidując, że jego słowa okażą się prorocze. To nie byli żadni prowokatorzy czy chuligani tylko normalni ludzie, tacy jak my. Gdyby zamiast barw Sbornej nosili na sobie biało-czerwone koszulki, nie odróżnilibyśmy ich od Polaków.

A pojawiały się wśród nich symbole komunistyczne? Mieli je ze sobą?

Było dosłownie kilka wyjątków. Na przykład jeden z nich miał koszulkę z napisem „CCCP”, i to zakrytą prawie w całości przez kurtkę. Poza tym nie widziałem żadnego eksponowania sowieckich znaków, którymi nas straszono. Cały marsz kibiców nie miał nic wspólnego z rzekomo przygotowywaną prowokacją wobec Polaków. No ale, jak już wspomniałem, atmosfera wokół tej sytuacji została niejako wykreowana. W efekcie na ulice wyszli polscy kibole i starli się z kibolami z Rosji, którzy także wśród swoich stanowili absolutny margines. Osobiście widziałem tylko to, co działo się na początku marszu, pod dworcem Powiśle i vis-à-vis Muzeum Wojska Polskiego gdzie przez dwie godziny czekałem z moimi wolontariuszami. Faktycznie, gdzieś nieopodal marszu być może bywało groźnie, ale nad sytuacją przez cały czas panowała policja. Jestem przekonany, że gdyby nie „sztuczne podgrzewanie atmosfery”, gdyby część polityków i osób publicznych nie nakręciło tej spirali strachu i niechęci Polaków wobec Rosjan i Rosjan wobec Polaków – burdy nie miały by prawa bytu. Powtarzam - to byli w przygniatającej większości zwykli kibice, którzy przyjechali na mecz aby wesprzeć swoją drużynę.

Jak w takim razie powinniśmy reagować? Jaka powinna być nasza postawa – jako Polaków i gospodarzy?

Głównym problemem Polaków i Rosjan, a także problemem naszych wzajemnych relacji jest to, że począwszy od lat dziewięćdziesiątych przestaliśmy się sobą interesować. W 1989 roku nastąpił przełom – Polska zrzuciła kajdany i uciekła na zachód, zaś Rosja przybrała fasadowy model demokracji. Nasze drogi rozeszły się. Polskę interesują dziś sprawy Zachodu, Rosjan zaś przestała interesować Polska. W kwestii wiedzy o Rosji przestaliśmy więc iść do przodu. Żyjemy wspomnieniami i wyobrażeniami, które zrodziły się jeszcze przed 1989 rokiem, a nie mają żadnego zaczepienia w rzeczywistości. Świat się zmienia, a my jakby stanęliśmy w miejscu. Chodzi mi o to, abyśmy pokazali, że można inaczej.


Abyśmy w sobie wzbudzili wzajemną ciekawość, i byli wobec siebie serdeczni. Wielką szansę w budowaniu wzajemnych relacji stwarza Internet.

Zalewski: Mi chodzi o to, abyśmy wzbudzili ciekawość siebie nawzajem, abyśmy pokazali, że można inaczej.
Tak zrodził się pomysł, aby na czas EURO 2012 zebrać grupę kilkudziesięciu wolontariuszy, aby pomagali gościom ze Wschodu odnaleźć się w Warszawie. Zebrałem grupę studentów, nie tylko z Polski – wśród nich są też sami Rosjanie, ale i Ukraińcy, młodzież z Mołdawii i Litwy – generalnie ludzie, którzy żyją w Polsce ale znają Rosjan i rosyjski język. Są żywo zainteresowani tym co dzieje się w Rosji, a dzieje się wiele! Miałem z początku trochę obaw i rozterek, ale dziś mam masę dowodów potwierdzających, że decyzja była słuszna.

Przecież przedwczorajszy Dzień Rosji - to nie tylko dzień przemarszu kibiców Sbornej na stadion w Warszawie, ale też dzień wielkich demonstracji w samej Moskwie. Problemem jest to, że my patrzymy na Rosjan wyłącznie przez pryzmat obozu władzy, Putina, Gazpromu, Kremla. A przecież Rosja to jest naprawdę wielki naród, który ma też swoje własne gigantyczne problemy. Widać przecież, że tam również dzieje się coś, co powinniśmy przyjąć z wielką nadzieją i z ogromnym szacunkiem. Na naszych oczach rodzi się rosyjskie społeczeństwo obywatelskie. Dla mnie współczesnym rosyjskim bohaterem jest Aleksiej Nawalny. Ten człowiek, który poruszył rosyjski Internet, a więc pokazał Rosjanom do czego służą nowoczesne media. Dokonał tego nie tylko samemu walcząc z korupcją, ale i przekonując Rosjan, by brali sprawy we własne ręce. Ma przed sobą trudne zadanie, bo i warunki funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego w Rosji są niezwykle trudne. Prawo stanowione przeciwko wolności słowa jest tam konsekwentnie zaostrzane. Dla mnie najpiękniejsze jest to, że jeżeli dziś w Moskwie i w innych miastach Rosji coraz trudniej jest wyrażać swoje zdanie, to fakt, że Rosjanie mogli się zebrać przedwczoraj właśnie w Warszawie powinien być dla nas powodem do dumy.
Problemem jest to, że my patrzymy na Rosjan wyłącznie przez pryzmat obozu władzy, obozu Putina, przez pryzmat Gazpromu i Kremla.
Kijów otwarcie przywitał przemarsz kibiców ze Szwecji, i nikt nie krzyczał o powtórce z „Potopu”...

Dokładnie tak! Rosjanie przyjeżdżają do nas przecież wspierać swoją drużynę. Zamiast się czepiać przyjmijmy ich serdecznie i starajmy się ich poznać. Po prostu! To była wielka, niepowtarzalna okazja, aby poznać tych wszystkich Rosjan, którzy zagościli w Warszawie. Przedwczoraj warszawskie puby były zapełnione gośćmi ze Wschodu, którzy chcieli też poznać Polskę i Polaków. Przecież pijąc piwo w oczekiwaniu na mecz można zapoznać mnóstwo ludzi, przeprowadzić ciekawe rozmowy, nieprawdaż? Tak rozpoczętą znajomość można kontynuować w Internecie, używając Facebooka czy dużo bardziej popularnego na Wschodzie Vkontakte. A kiedy na bieżąco śledzisz co się u dzieje u znajomego to liczba tematów wzrasta w postępie geometrycznym. Z takiej „fejsbukowej przyjaźni” już tylko krok do wzajemnych odwiedzin. I właśnie to wszystko sprzyja integracji. To jest to podejście, którego oczekuję od moich współpracowników i uważam za właściwe. Razem powinniśmy eksponować wszystko co nas łączy, a nie koncentrować się wyłącznie na tym, co nas dzieli.

Kto wyjdzie z grupy A?

Kibicuję naszym!


Pytania i komentarz: Konstanty Chodkowski
www.chodkowskikonstanty.blogspot.com

Dla Komentarza Politycznego Tygodnia, wywiadu udzielił europoseł Paweł Zalewski

czwartek, 7 czerwca 2012

Wojna polsko-ruska? Cz. II: sierp i młot

Od tygodnia w mediach wre, bo kibice z Rosji przyjeżdżają do Polski. Bo tak się złożyło, że 12 czerwca zagramy z Rosją mecz, a to właśnie na 12 czerwca przypada państwowe święto Federacji Rosyjskiej. Bo Rosjanie chcą uczcić rocznicę wielkiej przemiany patriotycznym marszem, przez ulice Warszawy, aż do Stadionu Narodowego – tam zasiądą na trybunach by obejrzeć mecz swojej reprezentacji. I wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że obydwu stronom (w tym: władzom, mediom, narodom) wyraźnie zależy na zaostrzeniu atmosfery. Zbitek narodowościowych animozji, historycznych uprzedzeń, zbiorowych urojeń i nadymanych ambicji, sprowadza oba narody do roli antagonistów, śmiertelnych wrogów, z których każde drugiemu „pokaże”. Sytuacja będzie poważniejsza, jeśli okaże się, że produktem finalnym całego łańcucha będzie rozlew krwi na warszawskich ulicach.

Warto więc, abyśmy dokonali trzeźwej oceny sytuacji, jeszcze zanim zaczniemy pokrzykiwać na siebie na facebooku. Pomyślmy – z czym de facto mamy do czynienia? I co tak naprawdę leży, a co nie leży w naszym interesie? Zanim wyrobimy sobie opinię na podstawie dwulinijkowego, medialnego przekazu, albo propagandowej „infografiki” z fanpage’a ultraprawicowej bojówki, przysiądźmy do rozpoznania problemu. Prawda jest taka, że sytuacja jest nader skomplikowana, a Polakom wyraźnie trudno się w niej odnaleźć.


Część II: sierp i młot


W związku z tym, czego świętem tak naprawdę jest 12 czerwca, trudno o bardziej niedorzeczny pomysł, jak paradowanie w tym dniu z czerwonym sztandarem w ręku, czy sierpem i młotem na piersiach. A jednak, znaleźli się w Rosji ludzie, którym podobne fanaberie wpadły do głowy. Tak samo jak i w Polsce nie brakuje środowisk które wręcz utrzymują się dzięki tego typu tematom. Dyskusja rozgorzała w tej materii jest wynikiem niefortunnego zbiegu wypadków, który z łatwością posłużył nacjonalistycznym zapaleńcom po obu stronach barykady jako świetny argument we wzajemnym "nakręcaniu się".

Rozchodzi się o 8 czerwca 2010 roku, kiedy to w życie weszła nowelizacja kodeksu karnego, w tym art. 256, która umożliwiła ściganie za posługiwanie się symboliką komunistyczną, podobnie jak do tej pory ścigani byli propagujący hitlerowską swastykę. Jednak w 2011 roku Trybunał Konstytucyjny wykreślił ów zapis, uzasadniając, iż zgodnie z art. 13 Konstytucji RP, zabronione jest jedynie funkcjonowanie stowarzyszeń czy partii politycznych odwołujących się w swoich programach do praktyk totalitarnych (faszystowskich, nazistowskich i komunistycznych), a nie samo posługiwanie się komunistyczną symboliką. Przepis stracił więc moc, i tak stan faktyczny wygląda do dziś. Kwestia legalności komunistycznej symboliki w Polsce nie powinna nam więcej zawracać głowy. A jednak.


Prowokacja obliczona na agresywną reakcję Polaków leży w czystym interesie Rosji. Po co więc pchać się prosto w pułapkę?

O wyroku Trybunału nie wie, udaje że nie wie, bądź nie chce wiedzieć Aleksandr Szprygin, Prezes Ogólnorosyjskiego Związku Kibiców (OZK), który miał stwierdzić, że otrzymał od strony polskiej oficjalne ostrzeżenie, jakoby w Polsce za obnoszenie się z komunistyczną symboliką groziły srogie sankcje. W odpowiedzi na to miał doradzić rosyjskim kibicom, by podczas pobytu w Polsce w dniu 12 czerwca ubrali się w czerwone koszule z emblematami nawiązującymi do godła ZSRR. Przyjacielem Związku (OZK) jest Władimir Putin, prezydent Federacji Rosyjskiej, co do którego można i należy mieć przypuszczenie, iż jest osobą cieszącą się dużym zakresem wpływów. Na dowód można przytoczyć fakt, iż wymógł na Aeroflocie czarter trzech prywatnych lotów do Warszawy, specjalnie dla swoich kibiców. Mamy więc podstawy do stwierdzenia, że działania władz OZK mogą (acz nie koniecznie muszą) być niejako sprężone z oficjalną polityką Kremla, a w każdym razie Panowie Szprygin i Putin dobrze się dogadują (nie snuję tu bynajmniej teorii spiskowych. Po prostu wiem, że gdyby narracja Szprygina wadziła w jakiś sposób Putinowi, ten zareagowałby stanowczo). Prowokacja Szprygina (jeśli faktycznie do niej doszło) może być wymierzona w polską rację stanu.

Jeśli Rosja liczy na adekwatną odpowiedź polskich kibiców na ulicach Warszawy, to istotnie, radykalne kibolskie organizacje (hoolsi itd.), oraz stowarzyszenia skrajnie prawicowe odwalą dla Rosji świetną robotę, nawołując Polaków do „powitania” Rosjan. Bo trzeba wiedzieć, że po Szpryginie, organizacje typu ONR czy Stowarzyszenie Marsz Niepodległości, są kolejnymi, które nie wiedzą, udają że nie wiedzą, bądź nie chcą wiedzieć o tym, jakie prawo w Polsce faktycznie obowiązuje… 

Konstanty Chodkowski
www.chodkowskikonstanty.blogspot.com

środa, 6 czerwca 2012

Wojna polsko-ruska? Cz. I


Od tygodnia w mediach wre, bo kibice z Rosji przyjeżdżają do Polski. Bo tak się złożyło, że 12 czerwca zagramy z Rosją mecz, a to właśnie na 12 czerwca przypada państwowe święto Federacji Rosyjskiej. Bo Rosjanie chcą uczcić rocznicę wielkiej przemiany patriotycznym marszem, przez ulice Warszawy, aż do Stadionu Narodowego – tam zasiądą na trybunach by obejrzeć mecz swojej reprezentacji. I wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że obydwu stronom (w tym: władzom, mediom, narodom) wyraźnie zależy na zaostrzeniu atmosfery. Zbitek narodowościowych animozji, historycznych uprzedzeń, zbiorowych urojeń i nadymanych ambicji, sprowadza oba narody do roli antagonistów, śmiertelnych wrogów, z których każde drugiemu „pokaże”. Sytuacja będzie poważniejsza, jeśli okaże się, że produktem finalnym całego łańcucha będzie rozlew krwi na warszawskich ulicach.

Warto więc, abyśmy dokonali trzeźwej oceny sytuacji, jeszcze zanim zaczniemy pokrzykiwać na siebie na facebooku. Pomyślmy – z czym de facto mamy do czynienia? I co tak naprawdę leży, a co nie leży w naszym interesie? Zanim wyrobimy sobie opinię na podstawie dwulinijkowego, medialnego przekazu, albo propagandowej „infografiki” z fanpage’a ultraprawicowej bojówki, przysiądźmy do rozpoznania problemu. Prawda jest taka, że sytuacja jest nader skomplikowana, a Polakom wyraźnie trudno się w niej odnaleźć.

Część I - czym jest a czym nie jest 12 czerwca?

Na jednym z wykładów z historii powszechnej dr Marek Nadolski (Instytut Nauk Politycznych UW) zadał nam osobliwe pytanie: „skoro komunizm został siłą narzucony narodom świata, to ja pytam: kto narzucił go Rosjanom?” W istocie: Rosja i ZSRR to nie do końca to samo państwo, wbrew powszechnie szerzonym, zbanalizowanym tezom. 12 czerwca 1990 roku pierwszy Zjazd Narodowych Deputatów RFSRR (czyli największej składowej ZSRR) przyjął Deklarację o Suwerenności Federacji Rosyjskiej. Zgadza się – o suwerenności Rosji wyłaniającej się spod stęchłego trupa Związku Radzieckiego. Dokładnie rok później, 12 czerwca 1991, odbyły się pierwsze w historii Rosji demokratyczne wybory prezydenckie. Zwycięstwo odniósł Borys Jelcyn. Dekretem prezydenckim z 2 czerwca 1994 roku, data przyjęcia Deklaracji o Suwerenności Federacji Rosyjskiej została ustanowiona świętem państwowym. Mniej więcej od 1998 roku rocznicę powszechnie nazywa się Dniem Rosji, choć wielu Rosjan mówi też o święcie niepodległości, co powinno dać nam do myślenia: przed 1991 rokiem Rosjanie nie czuli się narodem suwerennym. Nie czuli też, żeby ich państwo (Rosja) było państwem niepodległym.

12 czerwca powinien być więc dniem radosnym, bo jest to data o przełomowym znaczeniu nie tylko dla Rosji i Rosjan, ale też Polski i całego świata. Wszak to rocznica upadku ZSRR! 12 czerwca oznacza początek końca tzw. bloku wschodniego, przegraną komunizmu w zimnej wojnie i bankructwo totalitarnego reżimu radzieckiego. To jedno z ogniw łańcucha zapoczątkowanego w Polsce w 1980 roku, i zakończonego w Puszczy Białowieskiej 8 grudnia 1991, układem pomiędzy Borysem Jelcynem, Leonidem Krawczukiem (prezydentem niepodległej Ukrainy) i Stanisławem Szuszkiewiczem (prezydentem niepodległej Białorusi), o rozwiązaniu Związku Radzieckiego. Dla narodu polskiego 12 czerwca to dzień zwycięstwa, rocznica kroku w stronę pełnej suwerenności państwowej. Rzadko kiedy w historii zdarzała się nam tak pomyślna koniunktura w stosunkach międzynarodowych. Z kolei dla Rosjan i wszystkich narodów bloku wschodniego, 12 czerwca to dzień zwiastujący ich rychłą supremację - oto ziściło się marzenie demoludów o prawie do samostanowienia.

Jedynie dla części byłych obywateli ZSRR, ogarniętych nostalgią za minionym ustrojem, 12 czerwca może kojarzyć się z upadkiem, z degradacją (komunistycznej) Rosji w relacjach z innymi państwami, upokorzeniem przez Zachód i końcem mocarstwowości. Dla nich koniec komunizmu to początek rozszalałego kapitalizmu, w którym po dziś dzień nie potrafią się odnaleźć. Ale ludzie o podobnych poglądach to w dzisiejszej Rosji kurcząca się mniejszość. To zwykle emeryci i zasłużeni dla sprawy radzieckiej weterani, którym system komunistyczny dał wszystko to, czego już do końca życia nie osiągną w kapitalizmie (czy nawet w jego rosyjskiej mutacji).

Spośród wielu świąt państwowych w Federacji Rosyjskiej, rzadko które budzi tak mało kontrowersji jak 12 czerwca. 9 maja czci się Dzień Zwycięstwa Związku Radzieckiego nad Faszyzmem w II Wojnie Światowej. Rosjanie wspominają „wyzwalanie” narodów Europy Wschodniej. Władze Federacji rokrocznie dokonują wówczas koślawej, jednostronnej interpretacji wydarzeń historycznych z lat 1939-1945. Nad Placem Czerwonym powiewają czerwone sztandary, roi się od weteranów „Wielikoj Otczestwianoj Wojny” wystrojonych w radzieckie mundury i komunistyczne odznaczenia państwowe. Jest też 4 listopada czyli Święto Matki Boskiej Kazańskiej, czy jak kto woli, Dzień Narodowej Jedności, ustanowiony w rocznicę przepędzenia Polaków z Kremla w 1612 roku. Na tym tle Dzień Rosji tym bardziej powinien jawić się pozytywnym.

Od góry od lewej: zbrojna defilada z okazji Dnia Zwycięstwa (9 maja), pochody skrajnej lewicy i prawicy z okazji Dnia Jedności (4 listopada) i parada w Dzień Rosji (12 czerwca).
Zatrważającym jest, że pomiędzy wszelkimi tzw. „opiniotwórczymi” mediami, nie znalazłem ani jednego, które dokładnie wytłumaczyłoby sens 12 czerwca. Przeciwnie, masa szmatławców z radością przyłącza się do żarliwej nagonki. Super Express na przykład, postanowił opatrzyć artykuł o kibicach z Rosji złowieszczą ilustracją...z defilady 9 maja.